Wyprawy: Poradnik Arnora

Wyprawy, wędrówki, obozowanie, ekwipunek i porady dotyczące wszystkie co przydać się może na szlaku historycznego przemarszu
Awatar użytkownika
Arnor
Jarl
Jarl
Posty: 6613
Rejestracja: sob 12 kwie 2008, 00:00
Lokalizacja: Z Kwitnącego Krzewu Dzikiego Bzu
Kontaktowanie:

Wyprawy: Poradnik Arnora

Postautor: Arnor » pn 09 wrz 2013, 23:23

Napiszę jak ja szykuję się na wyprawy między wiosną i jesienią.
Może komuś przydadzą się moje doświadczenia.

Odzienie
Jest niemal najważniejsze. Powinno być wygodne, ciepłe i wytrzymałe. Ja zakładam swoją starą tunikę wełnianą podszytom lnem, a pod nią lniane giezło. Spodnie - standard, do tego wełniane skarpety (koniecznie takie robione na drutach i owijacze). Jest pewna zasada. Jak pada to buty prędzej czy później ale zawsze Ci przesiąkną. Wtedy wełniana skarpeta sprawi, że nogi nie zmarzną. (drugie skarpety, na zmianę jak już dojdziemy do miejsca obozowiska i rozpalimy ogień są jak znalazł)
Do tego zawsze mam płaszcz wełniany podszyty oraz kaptur.
Dodatkowo jesienią noszę w koszu tunikę i kaptur skórzany, na wypadek deszczu.

Obrazek

Ekwipunek
Woda - dwa bukłaki 1l oraz 0,75l, jedzenie, siekierka, nóż, coś do picia, miseczka, igiełki i nitki, świeczka woskowa, koc wojskowy + skóra do spania (albo dwa koce, albo koc i płaszcz) generalnie jesień jest zimna i dopóki ciężar i zajmowane miejsce nie zacznie mi przeszkadzać to biorę tyle wełnianych koców/płaszczy ile się da.
Uzbrojenie jest opcjonalne.

Obrazek

Jadło
Zasada pierwsza - jedzenia zazwyczaj bierze się za dużo. Zasada druga - lepiej więcej niż za mało ;)
Po całym dniu łażenia głód się wzmaga, do tego organizm potrzebuje dużej ilości kalorii.
Ja zawsze biorę bochenek chleba domowego, gomółkę sera, kilka gotowanych na twardo jajek, wędzony boczek i obsuszaną kiełbasę.

Obrazek

Jak się z tym wszystkim zabrać.
Osobiście uważam, że to najważniejszy element wyprawy. Obijający się o wszystko ekwipunek, przesuwające się paski i ramiączka wrzynające się w ciało sprawiają, ze po kilku kilometrach nie ma żadnej przyjemności z wyprawy. W swoim życiu przechodziłem przez noszenie ekwipunku na jednym ramieniu, noszenie w dwóch torbach i w końcu noszenie w "plecaku" czyli koszu wiklinowym i powiem, że kosza wiklinowego nie zamienię nigdy i na nic. Dwie torby też sprawiają się znośnie (jeśli są lekkie) natomiast worek na jedno ramie to fatalne doświadczenie.

Poniżej przekrój możliwości noszenia bagażu. Fotka z Jesiennej wyprawy zeszłorocznej. (pozostałe zresztą też)

Obrazek

To chyba tyle.
Miłych wypraw :)
"Nie ma miękkiej gry"

Wróć do „Na szlaku”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość